Historia firmy to historia walki ze starymi rurami
Pierwsza awaria, do której przyjechaliśmy, to był blok przy ul. Ratajczaka. Piąte piętro, pęknięta rura w łazience, woda sączyła się przez trzy kondygnacje w dół. Zarządca był w panice, lokatorzy wściekli. Musieliśmy działać szybko.
Tamta interwencja nauczyła nas dwóch rzeczy: po pierwsze, że stare budynki to kopalnia problemów hydraulicznych. Po drugie, że nikt się tym naprawdę nie zajmuje w sposób kompleksowy.
Od tamtej pory minęło kilka lat. Rozbudowaliśmy flotę, kupiliśmy profesjonalny agregat WUKO, przeszkoliliśmy zespół. Ale zasada działania pozostała ta sama: przyjeżdżamy, rozwiązujemy problem, wyjeżdżamy.
Nie robimy wycen na trzy tygodnie. Mówimy od razu, ile będzie kosztować naprawa i ile zajmie czasu. Jeśli coś się zmieni – informujemy na bieżąco.
Agregat WUKO to nie zabawka. Kosztuje więcej niż używany samochód. Ale bez niego nie damy rady w 70% przypadków, z jakimi mamy do czynienia.
Wielka płyta, panelaki, budownictwo z lat 70. i 80. – to nasze główne pole działania. Tam instalacje są najbardziej wyeksploatowane i tam najczęściej dzwoni telefon.
Awaria hydrauliczna to stres. Woda leje się po ścianach, ludzie nie wiedzą co robić. Staramy się działać tak, żeby ten chaos jak najszybciej się skończył.
Zespół to cztery osoby. Dwóch hydraulików z uprawnieniami, jeden operator WUKO i osoba koordynująca zlecenia. Nie zatrudniamy podwykonawców – każdy, kto przyjeżdża na miejsce, jest naszym stałym pracownikiem.
Szkolenia robimy raz do roku. Technologie się zmieniają, materiały również. Żeby być skutecznym, trzeba wiedzieć, co i jak.
Zobacz co oferujemyOpisujesz problem, pytamy o szczegóły. Na tej podstawie wstępnie oceniamy, co będzie potrzebne.
Przyjeżdżamy z pełnym zestawem narzędzi. Weryfikujemy sytuację na miejscu i potwierdzamy zakres prac.
Wykonujemy zlecenie zgodnie z ustaleniami. Jeśli pojawią się dodatkowe problemy – informujemy przed podjęciem działań.
Po zakończeniu prac testujemy instalację. Upewniamy się, że wszystko działa jak należy.